środa, 24 kwietnia 2013

Za dużo śpie.

Zostało tylko kilkanaście dni do matury a ja zamiast zakuwać śpię.
Mam drugi dzień z rzędu wolny (egzaminy gimnazjalistów więc klasy maturalne mają wolne). 
I w sumie ... Nie zrobiłam za wiele. 
Wczoraj byłam w czytelni (wspominalam, że właśnie w miejskiej czytelni się uczę? :p ) tylko kilkga godzin bo potem musiałam zmykać na korepetycje.
Dzisiaj do czytelni nie pojechałam w ogóle.
Wstałam o 11 (!!!!!) i nie opłacało mi się.
A co zrobiłam od 11 (jest 13:40 ) ?
WIELKIE NIC.
Jestem załamana sobą. 
Idę zrobić cokolwiek.
Najlepiej odgruzować pokój. 




Faza na Jake nadal mi nie mija. 
W planach (ale Boziu! już po maturach :'( ) mam jeszcze dokopanie się do Muse jeśli chodzi o muzykę i Downtown Abbey jeśli chodzi o seriale. Z serialami to w ogóle jest zabawnie bo mam ich miliony, ale ten chcę zacząć od początku (w sensie... nigdy go nie oglądałam :p ) i obejrzeć za jednym razem bo poleca go mnóstwo ludzi. 

Dlaczego Muse dopiero po maturze?
Przecież słuchanie muzyki nie zabiera czasu-można rzec.
Otóż u mnie jest totalnie odwrotnie. 
Jeśli chce poznać jakiegoś artystę to potrzebuje na to mnóstwo czasu. 
Słuchając muzyki nie mogę się uczyć (czytać owszem tak, ale nie słuchać muzyki), więc nie uczę się w autobusie i często w domu tylko słucham.
A to nie zbyt dobre tuż przed samą maturą :p
Jeśli chodzi o np takiego Jake Bugga... Wydał jedną płytę :) "ogarnięcie go" nie zajmuje dużo czasu... Raptem kilka dni :p 
Ale Muse ?
Kilka płyt, mnóstwo piosenek... do tego jest mi potrzebny czas.
Coldplay odkrywałam przez DOBRE KILKA miesięcy. 
Nie słuchając w tym czasie NIKOGO innego :)
Właściwie... Od 2009 (kiedy to zaczęłam słuchać Chrisa i spółki) aż do roku 2012 słuchałąm tylko Coldplay Z MAŁYMI dodatkami Jamesa Morrisona, Jose Gonzalesa, Kings of Leon (małe rozczarowanie... już ich nie słucham kompletnie), Thirty Seconds To Mars (miałam mega fazę... czasami posłucham sobie jeszcze pojedynczych piosenek ale chyba wyrosłam z Jareda :P ) aaaaa no  i One Republic :) Okazuje się, że wcale tego nie była tak mało ;p ale ja wiem jak było dokładnie :D Codziennie 4 (czy od listopada 2011 nawet pięć ;p ) płyt Coldplay i kilka piosenek wyżej wymienionych :)

Ale w czerwcu 2012 przyszedł czas na Bena Howarda. Teraz doszli do tego The Lumineers, The Robbie Boyd Band, Jake Bugg, nowa faza na One Republic, Mumford&Sons, Ed Sheeran... I to w proporcjach BARDZO przeważających na Bena (i w tej chwili Jake), potem ciut więcej Coldplay i na koniec mieszanka wyżej wymienionych :)


Chyba czas (PO MATURACH!!!!) napisać jakiś post stricte o muzyce bo jakoś dziwnie się rozpisałam :p

sobota, 20 kwietnia 2013

Odkryłam perełkę!!!

Jake Bugg. 
Jest moim równieśnikiem (co nie powiem... lekko mnie dołuje) 



Dzisiaj poznałam dzisiaj oszalałam.
Dzisiaj wydałam ostatnie pieniądze.
W listopadzie zobaczę go w clubie Palladium w 100licy.
Idę na jego koncert znając jakieś półtorej piosenki. 
Mam jeszcze TROCHĘ czasu. 
Poznam go, czuję, że pokocham. 
Czuje, że może zagościć w moim sercu gdzieś pomiędzy Benem Howardem, The Lumineers i The Robbie Boyd Band.

piątek, 19 kwietnia 2013

Jest lekko po pierwszej w nocy.

Mam otwarte na oścież okno.
Siedzę na parapecie.
W podkoszulce i majtkach. 
Jeszcze tydzień temu było zimno. Bardzo zimno.
Teraz jest znośnie. 
Siedzę nieumyta z przetłuszczonymi włosami.
Za 6 godzin mam być zregenerowana i gotowa na ostatni piątek w szkole. 
W 'moim' liceum.
Pale fajka chociaż wiem, że nie powinnam.
Popiół ląduje w opakowaniu po danonku do którego dolałam trochę zeszłotygodniowej herbaty.
Cuda w moim pokoju. 
Jedzenie, syf, bród i malaria.
No może nie jest aż tak źle.
Opakowania po jedzeniu żyją już swoim życiem.
Wołam do nich po imieniu i wymieniamy się spostrzeżeniami na temat naszej egzystencji.
 Czytam sobie blogi.
Oglądam seriale, TapMadl i AbstrachujeTV na youtube.
Kto by pomyślał, że za kilanaście dni matura.
Miałam o niej nie wspominać. 
Ale trudno jest o niej MILCZEĆ, co tłumacze (pewnie najbardziej sama sobie) od kilku postów.

Rodziców nie ma w domu.
Nocują jak co czwartej u dziadków.
Wiatr jak na złość wieje mi prosto do pokoju.
Śmierdzi pewnie już w całym domu.
Albo tylko w moim pokoju.
Idę się myć.
Zostawię otwarte okno to może wywietrzeje.


 Popiół spadł mi na klawiaturę.
Dobrze nie mieć sąsiadów z oknami po tej stronie domu.
Jeszcze chyba nigdy nie byłam taka pogubiona.

A może zafundować sobie litr kawy i jak za starych dobrych czasów bezsenną noc?
A potem nieprzytomnie prosto do szkoły.

Mam ogromną ochotę trochę się zniszczyć.
Jakbym tego nie robiła od lutego pozbywając się normalnego życia na rzecz nauki.
 
 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Obiecuje sobie.

Że będę pisała regularnie.
Że oprócz matury i szkoły napiszę też o CZYMŚ innym. 

Że na bieżąco zapiszę sobie w pamięci (dzięki pisaniu tutaj) moje codzienne życie z tego pięknego okresu jakim (powinno być ;p ) w tej chwili moje życie. 


Obiecuje jednak sobie JUŻ TERAZ, że za 39 dni, po napisaniu OSTATNIEJ matury spełnię (dla samej siebie) wszystkie powyższe punkty :)
Jak na razie... Trudno jest mi po prostu pisać i myśleć o czymkolwiek innym. 
Już nawet nie chodzi o samo zjawisko -> matura=najważniejszy egzamin w życiu bo od niego będzie zależało całe Twoje życie.
Chodzi o to, że to 'całe życie' jest dla mnie zagadką.
W tej chwili, pomiędzy nauką WOSu (nadal mam MEGA zaległości) powtórką polskiego (+/- 35 lektur i drugie tyle poezji), robieniem matur z matematyki i tłmaczeniem sobie, że angielski to pikuś, zmagam się z myślami CO ZE SOBĄ ZROBIĆ. 

Pogubiłam się.
Sama już nie wiem. 
Serce mówi jedno, rozum drugie.
Chciałabym dużo, ale jakim kosztem? 
Chciałabym dla siebie, ale czy to będzie taki super jeśli przez moje decyzje moja własna rodzicielka nabawi się jeszcze większej ilości siwych włosów? 
Cała młodzież dookoła mnie jest zdania 'pierdol wszystko rób to co dla Ciebie jest ważne'. I ja się z tym zgadzam. Tylko jak przychodzi co do czego to nie jestem w stanie postawić kropki nad "i". Bo przecież nie mogę myśleć TYLKO o sobie. Mam najbliższych, którzy oprócz wymagań mają też wielkie nadzieje względem mojej osoby. I tu nie chodzi o spełnianie ich niespełnionych ambicji. Chodzi o to, że oni żyją troche dłużej ode mnie i o to, że mają więcej doświadczenia, więcej przeżyli i widzieli. Nie to, że mają zawsze racje. Tak na pewno nie jest. Ale moje serce (i mózg) nie pozwalają mi się wyłączyć na to co słyszę z ust rodziców. Zrobię wszystko po swojemu ale tak, żeby był wilk syty i owca cała. Drobnymi kroczkami do celu. 
Nie chcę iść na dzienne studia na drugi koniec polski i podniecać się tym, wiedząc równocześnie, że moi rodzice wypruwają sobie żyły, żebym ja mogła to robić. 
Dlatego chce iść do pracy w te wakacje. 
Żeby mieć chociaż na dojazdy, ubrania i cokolwiek.
Żeby nie musieć ciągnąć od rodziców.
I nawet jak pójdę na studia dzienne na drugi koniec polski.
Chcę pracować (cokolwiek, naprawdę) żeby ich nie obciążać za bardzo. Przecież to też są ludzie i mają swoje plany i marzenia. 

Chciałabym nie musieć się martwić o pieniądze, ale widocznie nie było mi to dane. 
Moi rodzice zarabiają tak a nie inaczej i mimo, że nie narzekamy to jest to związane po prostu z dobrym gospodarowaniem środkami. Dlatego, nie mogę przegiąć. 

Tylko zastanawiam się dlaczego we mnie to siedzi.
Moja siostra nie miała takich skrupułów.

A ja chciałabym spełnić swoje UKRYTE GŁĘBOKO marzenia.
Iść na jakiśartystyczny kierunek 'bez przyszłości'.
Fotografia na przykład. 
Tylko wiem, że nie mogłabym być w tym po prostu dobra. 
Musiałąbym być NAJLEPSZA i mieć pomysł na siebie.
Potrzebuje jeszcze roku, żeby nad sobą popracować.

Dlatego w tym roku 'normalne' studia. 
Na 'artystyczne" zaaplikuje za rok.
I za rok, i za rok. Jak się nie dostanę. 
Bo trzeba chocicaż próbować spełniać marzenia. 

Chaos. 
Chaos wszędzie w tej notce. 
Chyba sama nie wiem do końca o co mi chodziło :3

wtorek, 2 kwietnia 2013

Tak to jest...

Jak człowiek ma święta i TEORETYCZNIE duzo wolnego czasu. Nie pisze sie kompletnie nic.

A u mnie oprócz zaniku pisania?
Nie dość, że nie czułam świat bo wszędzie leży DUZO śniegu.
Nie dość, że odpuscilam sobie codzienne chodzenie do kościoła,
Do tego wszystkiego codziennie dzien miałam naladowany nauka do matury, dokonczylam prezentacje na ustny polski (SUKCES :D), podrobilam sobie pare spraw do szkoły.
No nie czułam po prostu tych świat. Upłynęły mi na nauce :'( mam nadzieje, ze to moje pierwsze i ostatnie takie święta :)
Ale i tak z tego wszystkiego najgorsza była III wojna światowa , która nastąpiła w postaci kłótni miedzy wszystkimi domownikami...
Nie to, ze był jakos powód. Raczej "zwykle" napięcie, ktore jakos musiało z nas zejść....
Poklocilismy sie "o nic" i atmosfera prysnela bezpowrotnie...

A moja ciągła nauka nie zmieniła nawet o ocdrobine tego, ze po prostu NIE czuje sie przygotowana (w żaden sposób) do tej matury. :(
Zobaczymy co przyniesie czas, mam nadzieje, ze wszystko pójdzie przynajmniej ok :)