piątek, 19 kwietnia 2013

Jest lekko po pierwszej w nocy.

Mam otwarte na oścież okno.
Siedzę na parapecie.
W podkoszulce i majtkach. 
Jeszcze tydzień temu było zimno. Bardzo zimno.
Teraz jest znośnie. 
Siedzę nieumyta z przetłuszczonymi włosami.
Za 6 godzin mam być zregenerowana i gotowa na ostatni piątek w szkole. 
W 'moim' liceum.
Pale fajka chociaż wiem, że nie powinnam.
Popiół ląduje w opakowaniu po danonku do którego dolałam trochę zeszłotygodniowej herbaty.
Cuda w moim pokoju. 
Jedzenie, syf, bród i malaria.
No może nie jest aż tak źle.
Opakowania po jedzeniu żyją już swoim życiem.
Wołam do nich po imieniu i wymieniamy się spostrzeżeniami na temat naszej egzystencji.
 Czytam sobie blogi.
Oglądam seriale, TapMadl i AbstrachujeTV na youtube.
Kto by pomyślał, że za kilanaście dni matura.
Miałam o niej nie wspominać. 
Ale trudno jest o niej MILCZEĆ, co tłumacze (pewnie najbardziej sama sobie) od kilku postów.

Rodziców nie ma w domu.
Nocują jak co czwartej u dziadków.
Wiatr jak na złość wieje mi prosto do pokoju.
Śmierdzi pewnie już w całym domu.
Albo tylko w moim pokoju.
Idę się myć.
Zostawię otwarte okno to może wywietrzeje.


 Popiół spadł mi na klawiaturę.
Dobrze nie mieć sąsiadów z oknami po tej stronie domu.
Jeszcze chyba nigdy nie byłam taka pogubiona.

A może zafundować sobie litr kawy i jak za starych dobrych czasów bezsenną noc?
A potem nieprzytomnie prosto do szkoły.

Mam ogromną ochotę trochę się zniszczyć.
Jakbym tego nie robiła od lutego pozbywając się normalnego życia na rzecz nauki.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz