czwartek, 21 marca 2013

Bo ja tak już mam ;)

że albo wszystko albo nic.
albo często albo w ogóle.
albo zawsze albo nigdy. 

system zero-jedynkowy?

moje życie nim jest :)

więc skoro albo zawsze albo nigdy to piszę dzisiaj już drugi post, a co!
zrobiłam sobie trochę wolnego od 'dnia z Internetem' i napisałam wypracowanie na WOS,
co by nie wyjść z wprawy pt:"uczę się all day, all night".

wypracowanie z polskiego napiszę jutro ;)
nie zamierzam iść do czytelni (jak codziennie od ferii zimowych -> 28.01-8.02) po lekcjach.
zamierzam wrócić do domu, położyć się w łóżku i na leżąco uczyć się dalej :)
a dlaczego? 
a no dlatego, że po ponad 7 tygodniach, podczas których cały czas siedzę na krześle, mój kręgosłup... padł.
prawie jak Janek Wiśniewski.
boli mnie, 'ciągnie', uciska. 
nie mogę normalnie siedzieć, jak dłużej stoję to też nie dobrze.
w Częstochowie, będą w Kościele i stojąc przez ponad 2h ciągiem, bez zmiany pozycji, musiałam wyjść na chwile na świeże powietrze bo zrobiło mi się niedobrze.
pierwszy raz w życiu myślałam, że zemdleję.
nie chciałam siać paniki, więc sobie wyszłam jak gdyby nigdy nic, ale było źle.
i teraz jestem pewna, że to od kręgosłupa. 
do siedzenia po 4-5 godzin zegarowych w szkole, dochodzą kolejne godziny przesiedziane w czytelni w pozycji "nad książkami" i 2,5 godziny dziennie dojazdów autobusem PKS. 
z tego wszystkiego to akurat PKS jest najwygodniejszy ale to też nie zawsze i nie każdy autobus ;)

a teraz sobie pół leże pół siedzę na łóżku, biorę się za nadrabianie moich ukochanych seriali, za chwilę pójdę obejrzeć "Na Wspólnej" bo mama będzie chciała wiedzieć co się działo :)
a potem SPAĆ. pierwszy raz od dawna mam zamiar pójść spać wcześniej :)

a to dlatego, że dzisiaj nocuje sama w domu :)
tata nocuje u dziadków w dużym mieście, mama u koleżanki bo skończyła bardzo późno pracę i nie opłacało jej się wracać (u koleżanki bo dawno się nie widziały ;p nie dlatego, że nie lubi dziadków ;d chociaż... to drugie pewnie trochę też ;) ), siostra u innej siostry ciotecznej i siostrzenicy. bo się dawno nie widziały :) więc zostałam sama. na pastwę losu, pieca w którym trzeba rozpalić, psa, którego trzeba nakarmić i domu, który skrzypi, rzęzi i żyje swoim własnym życiem. 

a to, że piosenki pojawiają się na koniec postu to tylko zwykły przypadek ;)
podczas pisania jakaś mi wpada do głowy i okazuje się, że pasuje do mojego posta.
dobra.
może i nie pasuje ;p
może tylko mi się tak wydaje. 
nie mniej jednak :) 

The Lumineers. 
kolejny zespół, którego koncertem bym nie pogardziła :)
Ja odkryłam ich w październiku, cała reszta polski jakoś pod koniec stycznia :)
ZNOWU czuję dumę :) 


"wszyscy" znają ich piosenkę "Ho Hey" więc chciałam pokazać, że ja znam też jakąś inną :D 
(żartuje ;p)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz