Wśród licealistów popularne jest sformułowanie "Wsiąkłeś w melanż?"-> jeśli kogoś długo nie ma w szkole, nie odzywa się, nie udziela np. na facebooku ;)
No właśnie ;)
Więc ja wsiąkłam w życie.
Wkręciłam się.
Przez ponad dwa tygodnie nie mogłam (nie chciałam?) znaleźć ani chwili na napisanie.
Działo się dużo!
A ja jak zwykle w takich sytuacjach nawalam z pisaniem ;)
Co tam, że mogłam pisać przez telefon. Tam gdzie miałam możliwość, ktoś mi 'siedział na ramieniu', tam gdzie nikt mi nie przeszkadzał, wolałam się wyspać (np. PKS ;p)
A co takiego się działo?
13.03.2013 w dniu w którym wybrano Jorge Mario Bergoglio na papieża :) byłam na pielgrzymce maturzystów w Częstochowie ;)
Pielgrzymka dla nas wszystkich zakończyła się przepięknie ;)
W chwili gdy wjeżdżaliśmy do naszego miasta autokarem, w radio ogłoszono nowego papieża, Franciszka I. Dla mnie i dla moich dwóch koleżanek zakończyła się ... no cóż... mniej przyjemnie ;) Zostałyśmy oskarżone o coś czego nie zrobiłyśmy (a właściwie nie DO KOŃCA zrobiłyśmy i nauczyciele źle postrzegali całą sytuacje.) Wytłumaczyłyśmy wszystko tylko jednemu nauczycielowi, bo jest normalny. Reszta to jakieś niewyżyte drągi, które nie mają pojęcia jak postępować z ludźmi w klasach maturalnych. Ale, że ten normalny nauczyciel nie miesza się w nieswoje sprawy jeśli nie musi, to nie przekazał dalej jak się miała cała sytuacja i w ten sposób reszta obecnych na pielgrzymce nauczycieli 'zmieniła o nas zdanie'. A my nie mamy sobie nic do zarzucenia. A niech żyją w przeświadczeniu, że tylko oni są mądrzy, tylko oni są wychowani i tylko oni zasługują na szacunek.
Po tym było kilka drobnych dni w czasie których oprócz maturalnej rutyny...
Nie robiłam nic specjalnego ;)
A potem nastąpiła sobota.
I kupiłam sobie bilety na koncert.
| Ben Howard :) |
Tak nam się udało wycyrklować z łączonymi biletami na transport, że cały 'wyjazd' do obcego kraju będzie nas kosztował maksymalnie 300pln ;P (W TYM cena biletu za koncert)
czyż nie pięknie? :)
Tylko później dowiedziałam się od koleżanek, że jestem dziwna skoro chcę jechać drugi raz na koncert tego samego wykonawcy.
No na prawdę?
Czy jest na sali ktoś, komu powinnam wytłumaczyć jaki jest sens kochania muzyki, uwielbiania wykonawców i posiadania za życiowy cel bycia na jak największej ilości koncertów swoich ulubionych zespołów? Jest ktoś? Bo ja chętnie to wytłumaczę :)
Mam tylko nadzieje, że nie istnieje zbyt dużo takich osób, bo... JA wiem, że każdy ma inne priorytety, ale jak można mówić do kogoś per 'dziwny' skoro ten ktoś dąży do swoich (racjonalnych w pewien sposób!) marzeń? :) I jeszcze robi to za swoje, ciężko uzbierane pieniądze? Ja wiem. Zdaniem innych powinnam wydać te pieniądze na imprezy, ubrania (do których swoją drogą kompletnie nie przywiązuje uwagi, mają być po prostu czyste, schludne i w miarę możliwości nie z poprzedniej epoki ;p).
Kontynuując wątek "Ja nie rozumiem innych ludzi".
Wyszła propozycja, żebym pojechała na wakacje 'imprezowe' (czyli chlasz, nie śpisz w nocy, odsypiasz w dzień, imprezujesz, masz kaca morderce przez tydzień po powrocie do domu, jesteś fajny w każdym znaczeniu tego słowa). Za ok 2000pln na tydzień. Podziękowałam.
Po pierwsze. Za takie pieniądze to ja mogę pojechać na ok 5-6 koncertów do naszych zagranicznych sąsiadów (albo i nawet NIE sąsiadów ;p).
Po drugie. Nie mam tyle kasy, żeby wydać za tydzień wakacji na jedną osobę. Mam trochę przyzwoitości i wolałabym też nie ciągnąć od rodziców, skoro i tak moja klasa maturalna jest tak droga (obfituje w mnóstwo godzin zajęć dodatkowych, za które trzeba słono płacić).
Po trzecie. Zaraz trzeba będzie się logować na studia, co równa się kolejnym wydatkom. Patrz punkt drugi.
Po czwarte. Okres w którym mielibyśmy (potencjalnie) wyjechać zgrywał się w czasie z ważnym wydarzeniem rodzinnym na którym powinnam bezwzględnie być, bo będę właściwie w jego centrum uwagi. I nie. Nie można byłoby przenieść tylko ze względu na moje wakacje tego wydarzenia.
Po piąte. Chciałabym podjąć pracę w te wakacje. Żeby mieć jakąś większą ilość własnych pieniędzy :) Żeby móc pojechać na jakieś koncerty nie zastanawiając się JAK TO ZROBIĆ, żeby przez 2 dni nie jeść i nie spać ;)
Chciałabym mieć jakiekolwiek oszczędności na wypadek, gdyby miała studiować w innym mieście. Rodzice zapewne będą mogli mi jakoś pomóc, ale na pewno nie w pełnym wymiarze kosztów. Nie ubolewam nad tym jakoś namiętnie, bo wiem, że inni mają gorzej i w ogóle mogą nie mieć możliwości studiowania a co dopiero w innym mieście. Ale jest mi TROCHĘ żal, bo wiem, że są też ludzie którzy nie muszą się przejmować kompletnie o koszty. A że raczej na 99% będę zmuszona studiować w mieście oddalonym od miejsca w którym mieszkam o przynajmniej 300km (najbliższe uniwersytety są ode mnie oddalone ok 80km), bo zmieniono rekrutację i ekchem... dupa jasio.
A dzisiaj?
Dzisiaj Dzień Wagarowicza :) I siedzę w domu ;) W sumie to całkowicie przypadkiem, ale udało mi się dotrzymać 'tradycji'.
Dlatego post publikuje w południe :)
A teraz idę się uczyć :) (pisać wypracowanka na WOS i polski )
żeby potem móc sobie TROCHĘ poleniuchować przed ekranem komputera TUDZIEŻ telewizora :)
A poniżej Pan (tak. słucham tylko panów bo panie mnie męczą ;p), który również zawładną moim sercem i chętnie wybrałabym się na jego koncert ;) (nie wiem dlaczego wszyscy omijają polskę szerokim łukiem :<)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz